007 - Ja pierdolę...

Ja pierdolę... Ja pierdolę... JA PIERDOLĘ! Marny, wiesz, że mam zajebiście pieprzniętego pecha? No kurwa!
Czemu mi się to śniło, czemu? Ja rozumiem, że mogę mieć koszmary, że będę je miewał do końca usranego życia, ale czemu dziś? Teraz? Dlaczego podczas pierwszej nocy w nowym domu?

Kiedy kładłem się na ten stary tapczan, z wykrochmaloną szorstką pościelą na pierzynie, to myślałem, że wyśpię się jak nigdy! Pamiętałem z dzieciństwa, że spanie w takich warunkach było dla mnie miłe! Ale żeby zaraz pierdolony sen psuł mi czar nocy? Ten przejebany sen... Może gdy go opiszę, może mi ulży? Ponoć jak się komuś zwierzy z czegoś męczącego, to robi się lżej na duchu. Zobaczymy.
Obym się nie podniecił, a z resztą...

GK! GK! — wołał ktoś we śnie. — GK! Do nogi, psie!
— To nie pies, to kociak!
A potem rozległ się śmiech.
Wyszedłem im na przeciw i ze stoickim spokojem spoglądnąłem na nich pytając, o co chodzi.
— Masz gościa, tego co się na ciebie napalił.
Bez słowa ruszyłem w stronę pomieszczenia restauracji, gdzie zawsze witaliśmy się z klientami. W duchu kotłowało się we mnie ze złości i odrazy. Ten mężczyzna, on nie był normalny. Nie bawił się w zboczone gierki, nie używał zabawek dostępnych w naszym burdelu, nie katował mnie, nie chciał być katowany przeze mnie, nie robił za troskliwego kochanka, ani nie ciekawiły go obserwacje przedstawień ze mną w roli głównej, jak to się onanizuję i wtykam paluszki w tyłek. Kochał się ze mną dość nietypowo. Ten człowiek był inny.
Znalazłem się w restauracji i stanąłem — jak nam zawsze mówiono — obok stolika, niczym kelner. Rozmawiał z jakimś obcym dla mnie mężczyzną, po niemiecku. Znałem kilka niemieckich słów, zrozumiałem z rozmowy tyle, że ci dwaj życzyli sobie udanej nocy czy coś. Zamiast pozwolić mi usiąść wstał i kazał wskoczyć sobie na plecy "na barana". Poczułem się jak cholerny bachor, a nie dwudziestodwuletni facet.
Sceneria snu się zmieniła nagle. Znajdowałem się w jednym z pokojów uciech. On leżał na łóżku, ja siedziałem na nim, z idealnie udawanym uśmiechem zadowolenia. Starałem się myśleć tylko i wyłącznie o przyjemności, jedynie o rozkoszach.
— Jesteś najlepszy, koteczku — rzucał co chwilę komplementy. — Zamrucz, bądź kotem. Rób co chcesz, ale tak jak zawsze.
Jak zawsze...
Chwyciłem swojego członka w lewą dłoń i zacząłem doprowadzać się do spełnienia. Nie to było głównym elementem gry. Uniosłem drugą rękę, i zacząłem ją lizać, niczym rozleniwiony kot. Moje opanowanie mąciły ukradkowe jęki, których nie byłem wstanie powstrzymać. Klient chwycił w dłonie mojego penisa. Podparłem się od tyłu prawym ramieniem, by w seksowny sposób zamruczeć i zacząć lizać lewe przedramię.
Jego ręce doprowadziły mnie do skrajnego podniecenia. Szybko podparłem się na obu rękach i zacząłem poruszać biodrami, by zwiększyć doznania, a on zacisnął mocniej paluchy na mym członku.
— Ja zaraz...
Cofnął dłonie, na co ja klęknąłem nad jego podbrzuszem i przejąłem sprawy w swoje ręce. Pomrukując pieściłem się delikatnie, palcami gładziłem i zaciskałem na przemian trzon, potem przytrzymawszy kutasa, palcem wskazującym kreśliłem spiralę na samym jego czubku. Kiedy poczułem, że zaraz dojdę, zacząłem pukać końcówką paznokcia w dziureczkę na żołędzi, troszkę ją podrażniłem, tylko troszeczkę... pomogłem drugą ręką, przesuwając ją po całej długości penisa. Sperma skapnęła na brzuch klienta obficie. Z mych rozwartych ust wydobył się zgłuszony jęk.
Odczekałem chwilę i zszedłem z niego. Stanąłem na czworaka twarzą do jego boku i pochyliłem się nad brzuchem. Udając kota patrzyłem to na swoje nasienie to w oczy mężczyzny.
— Smacznego. — Uśmiechnął się i pogłaskał mnie po całej długości pleców, kończąc na pośladkach, co miało znaczyć: zaraz zajmę się twoim tyłeczkiem.
Zacząłem zlizywać "mleczko z miseczki". Mruczałem. Wyginałem się pod wpływem dotyku, ponieważ byłem kotem...
Sen znów się zmienił, to było już siódme spotkanie z tym klientem i było to kompletne złamanie rutyny. Ten człowiek zawsze coś ukrywał i wreszcie dowiedziałem się co.
Weszliśmy do ciemnego pokoju. Stojące na środku okrągłe łoże było oświetlone słupem niebieskiego światła. Połowa posłania była otoczona lśniącymi kratami. Nic więcej nie było widać, ja nie musiałem, z zamkniętymi oczami trafiłbym do odpowiedniej półeczki i chwycił pożądaną zabawkę erotyczną.
— Wiem, że w waszym hotelu nie wolno ranić dziwek — zszokował mnie pretensjonalnym głosem — i nie zrobię tego. Mam jednak dla ciebie niespodziankę. Obserwowałem cię... Dziś będę widzem.
Niespełna minutę później dołączyli do nas dwaj goście, podwładni klienta. Oni trafili do mojej wyimaginowanej grupy niewyżytych i napalonych na mokre zabawy psycholi.
Ich pan obserwował mnie z ciemnego kąta pokoju, a może chodził dookoła nas? W niebieskim światełku podziwiał jak moje ciało doświadcza erotycznych doznań. Jak jest wręcz rozdzierane pomiędzy dwoma facetami. Jeden brał mnie na ostro, aby zaraz po nim drugi rozpływał się w rozkoszach i ekstazach. Używali wibratorów, kajdanek, pejczów, kulek, skórzanych wdzianek, próbowali każdego rekwizytu z wyposażenia sali. Upodobali sobie dwie pozycje. Raz mnie przypinali nadgarstkami do krat, raz kładli na plecy na środek łóżka.
Zostałem opryskany spermą z każdej strony, swoje fiuty wcisnęli mi i w tyłek i w usta, uszczypnęli każdy skrawek mojej skóry, użyli wszystkich sprzętów, zrobili dosłownie wszystko.
I kiedy tak na koniec, jeden z nich założył gumową rękawiczkę a drugi siadł okrakiem i położył mnie na sobie, chwytając pod pachy... Pojawił się obok klient, z uwagą obserwował poczynania podwładnych. Ledwie przytomnie pytałem, co robią. Milczeli wszyscy.
Ten pierwszy wsadził dwa palce w mój odbyt, potem kolejne dwa, i kciuka... coraz głębiej.
— Nie rób tego... — wysyczałem prawie bezgłośnie. Zacząłem się bać, bo ten człowiek kuł mnie wzrokiem.
— Jesteś idealny — rzekł w końcu.
— Wyjmij to... — sapnąłem. To było za wiele.
— Będziesz idealnie nadawał...
— Wyjmij to! — wrzasnąłem. Niech ktoś tu przyjdzie!
Facet trzymający mnie w ramionach zakrył mi usta. Spróbowałem kopnąć wierzgnąć się, ale nie miałem sił. Widziałem tylko jak dłoń tego skurwiela znika w moim wnętrzu!

Coś... podobnie jak przy rozprawiczeniu mnie kiedyś, coś pękło i już nie wróci.
A kiedy dotarły do mnie słowa: — Kiedy cię wykupię...

NIEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!

Obudziłem się zlany potem z dudniącym sercem. Był środek nocy. Wyszedłem z domu i ubrany byle jak w trampki i piżamę przespacerowałem się po podwórku.
Nie chcę tych snów... Dlaczego znów płaczę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz