3. „Moja paczka”


Już po wakacjach. Myślałam, że będę pisać często, jednak mam remont i nie mam czasu i miejsca... Może to Was jakoś udobrucha. 
W Mareczku pojawi się parę wątków. Rudy, Patryk, Daria - Wszystkich postaram się rozwinąć i sprawić, że będą plastyczni. Sci-fi też się pojawi. Ale na to poczekacie. Obym nie spieprzyła. Czytajcie i piszcie co sądzicie.

Aveee...

Wciąż 12.12.11r.,
ok. godz. 14:25


   Reszta dnia minęła mi wolno i nieprzyjemnie. Lekcje były nudne.
Nauczyciele chyba się na mnie uwzięli, prawie na każdej lekcji byłem pytany. Oczywiście nic nigdy nie odpowiedziałem. Czemu? Nie dlatego, że jestem głupi... no może czasami, ale dlatego, że ten palant nie chciał wyjść mi z głowy. Na szczęście nie odzywał się do mnie więcej, ale czułem na sobie jego wzrok. Jego i jego przydupasów. To nie było przyjemne.
   Na szczęście po szkole umówiłem się z Rudą, Patrykiem i Piotrkiem, czyli Rudym. W zasadzie, Daria miała tylko delikatny odcień rudego w słońcu, a ponieważ uwielbia to przezwisko, kazała się tak nazywać. Za to Piotrek miał dosłownie "ogniste włosy", brwi, a nawet rzęsy, ciekawe czy wszędzie miał takie...
   Z tych dziwnych rozmyślań obudził mnie dzwonek na przerwę. Spakowałem się w trzydzieści sekund i wybiegłem niczym maratończyk na boisko. Ruda już tam na mnie czekała.
   – Cześć, mała – powiedziałem, gdy stanąłem obok niej i wyciągnąłem trochę głowę do góry, żeby spojrzeć jej w twarz. – O cholera! Zrobiłaś to! Zrobiłaś!
   – Mówiłam, że zrobię! Zajebisty, nie? – spytała uśmiechając się od ucha do ucha i dotykając delikatnie jeszcze trochę opuchniętej wargi z ładnym czarnym kółeczkiem.
   – No, zajebisty. Też taki chcę!
   – Tobie by nie pasował, masz zbyt cienkie usta. Zresztą twój tata by się nie ucieszył na kolejnego... mówiłeś mu o pępku?
   – Nie, a po co? Nie widzi mnie bez koszulki to się nie dowie.
   – Ja tam dalej myślę, że to pedalskie.
   – Jestem pedałem przecież. – Udałem obrażonego.
   – Eh, obraza? Jak zawsze. – Roześmiała się perliście.
   – Oki, gdzie jest ta łysa i ruda pała?
   – Rudy zrobił konfetti i rozsypał po całej sali od chemii, a teraz musi sprzątać. Patryk chyba mu pomaga, skończył wcześniej i przyszedł... znaczy mówił, że skończył wcześniej, ale ja bym stawiała na to, że wagaruje.
   – Znowu – przytaknąłem. – Heh, a Rudy zawsze coś odjebie. – Zaśmiałem się. Rudy nie był raczej spokojnym, opanowanym i miłym chłopcem. Wyglądał i zachowywał się jak potomek szatana. Zresztą, nie mnie było to oceniać.
   Z nudów okrążyliśmy z Małą boisko, z osiem razy. Śnieg sypał, wpadając nam do oczu i mocząc włosy, czułem wyraźnie, że moje skarpetki właśnie uczą się nurkować. Było zimno, a moje blade i delikatne dłonie stały się chorobliwie czerwone, więc schowałem je do kieszeni. Lubię śnieg, szczególnie gdy pada. Wydawało mi się to piękne i magiczne. Drzewa były białe po same koniuszki, samochodów prawie nie było widać, zero trawy, tylko biel... i ja. Uwielbiałem w taką pogodę iść gdzieś SAM. Najlepiej jak było już ciemnawo, ulice puste... tylko ja. Jakbym był sam na świecie. W ciszy i spokoju pośród pięknej natury, a nade mną lśniący księżyc...
   – O, idą już – krzyknęła Ruda, przebijając moją bańkę marzeń. "A niech ją".
   Pokazywała właśnie palcem dwie nadchodzące postacie.
   Był to ciekawy widok. 
  Dres, bardzo krótko obcięty, szczupły, wystające kości policzkowe i delikatny, ciemny zarost. Szeroki krok, ta dziwna czapka z krótkim daszkiem i papieros w ręce. Obok niego Rudy – koszulka z "Bullet for my Valentine", wielkie czarne glany, łańcuchy przy spodniach i zielona arafatka. Do tego był bardzo masywny, szeroki i wyższy od Patryka o dobre 10 cm. Wyglądali przekomicznie gdy tak szli obok siebie.
   – Siema – powiedział Patryk podając mi luzacko i z zamachu rękę, ściskając ją mocno.
   – Haaa! – wrzasnął Piotrek kując mnie palcem w brzuch. – A masz! Przez ciebie musiałem sprzątać salę!
   – Au! Jak to przeze mnie?!
   – To ty mi podrzuciłeś ten pomysł z konfetti!
   – Taa... – wolałem się nie sprzeczać, ze względu na mój delikatny brzusio. O konfetti mówiłem gdy rozmawialiśmy o nadchodzącym sylwestrze i nie namawiałem go przecież do śmiecenia w szkole. – No więc, gdzie idziemy?
   – A chuj wie... – odpowiedział rudzielec.
   – No pytam się przecież. – Wyszczerzyłem się dumny, że wreszcie powiedziałem jakiś dobry tekst.
   – Ta, ja przynajmniej mam. – Odparował mi. "Kurde, a już tak dobrze mi szło".
   – Matko... czemu ja się z wami zadaję? – załamała się Daria.
   – Nie musisz, możesz iść do Oliwii i Marty malować paznokcie, gadać o chłopcach i innych "sweetaśnych" rzeczach i jeszcze piszczeć i śmiać się jak Doda... – wymieniał Rudy.
   – Dobra, skończ. – Zdenerwowała się Mała.
   – Na piwo może? – odezwał się wreszcie Patryk.
   – Ty zawsze chcesz na piwo. A ja nie lubię – burknąłem.
   – No to gdzie? Wieczorem jest impra...
   – Nie, nie i jeszcze raz NIE! Ja już na żadne impry łazić nie będę! – wrzasnąłem. Przesadziłem trochę, ale nie mogłem się powstrzymać. "Mam nauczkę, będę trzymał się z daleka od alkoholu, imprez, a w szczególności Dominika..."
   – Odbiło ci totalnie? Ja spadam jednak... do dziewczyny na chatę wbijam – powiedział Patryk i poszedł.
   – Co się z nim dzieje? Ciągle jest przygnębiony, albo wkurzony. – Zdziwiłem się. – I bez przerwy chodzi na imprezy, rozumiem od czasu do czasu, ale on wychodzi co wieczór.
   – Okres ma i humorki. – Zaśmiał się Rudy, ale było widać, że coś ukrywa. Oczywiście Daria tego nie zauważyła, nigdy nie była dobra w odgadywaniu uczuć. Ale ja jestem.
   – Co się dzieje Tuńczyku? – zapytałem.
   – Orz tyyyy! Nie wolno tak mnie nazywać – wrzasnął Piotrek i zaczął dźgać mnie palcem w brzuch.
   – Au! No dobra! Ale serio mówię – odparłem i zrobiłem zmartwioną minę. – Patryk chyba ma jakieś problemy, a ty jako jego oraz nasz najlepszy przyjaciel masz obowiązek nam powiedzieć co jest grane, żebyśmy mogli mu pomóc. – Wyjaśniłem rzeczowo, gdy zaczęliśmy iść w nikomu nie znanym kierunku. Stwierdziłem, że spacer na świeżym powietrzu nam wszystkim dobrze zrobi, więc zacząłem prowadzić nas w stronę parku.
   – Okej, okej... ale nie nazywaj mnie więcej Tuńczykiem, bo się obrażę na tydzień! Albo dwa i nie będę ci pomagał z chemii, a wtedy nie zdasz i skończysz pod mostem, a to wszystko przez to, że...
   – Rudy! Do rzeczy! – wrzasnęła Daria podenerwowana, gdy już zobaczyła, że coś jest nie tak.
   – Echem... No więc... nie jestem pewny na sto procent, więc żeby nie było, że się mylę czy coś...
   – Rudyyy – syknęła Daria.
   – On chyba zaczął brać – wyrzucił z siebie.
   – CO?! – krzyknęliśmy obydwoje.
   – No... wiecie jakie on ma stosunki z ojcem, co nie? Ciągle na niego się drze, mówi mu jakim jest śmieciem i z domu wyrzuci bo już pełnoletni jest... Matka za to ciągle broni Patryka, ale nie rozmawia z nim, tylko wrzeszczy na ojca... no i się ciągle kłócą ci rodzice, a Patryk jest pomiędzy nimi.
   – Wiemy, no ale wiesz... on nigdy święty nie był... – mruknąłem. Patryk od zawsze robi problemy. Pije, pali i ma pecha, bo zawsze w coś się wkopie, ale ma duże serce i zawsze stara się wszystko naprawić. Bójek też nigdy nie zaczyna... ale kończy zawsze. Zdziwiło mnie tylko, że niby zaczął brać. Zawsze powtarza, że prochy to największe gówno i lepiej trzymać się od nich z daleka.
   – Racja, nie jest święty, ale nie zasługuje na takie traktowanie. Poza tym poprawił oceny i nie robił żadnych problemów przez ostatnie parę miesięcy... – przypomniała Daria.
   – Tak, ale ostatnio wrócił za późno do domu i ojciec do wyrzucił. Nawrzeszczał na niego, że "Takiego śmiecia nie będzie utrzymywał i ma wypierdalać". Załamał się chłopak totalnie... Twierdzi, że skoro ojciec i tak go wywali, to po co ma się uczyć, żyć i tak dalej. Czuje się samotny i zaczął brać i imprezować, żeby o tym nie myśleć – sprostował Rudy.
   Szliśmy zamyśleni w ciszy jeszcze przez parę minut. Usiedliśmy na ławce w parku.
   – Skąd to wszystko wiesz? – przerwała ciszę Mała.
   – Gdy ojciec go wyrzucił, przyszedł do mnie cały zasmarkany. Przenocowałem go i opowiedział mi o wszystkim... Nie miałem nikomu mówić. – odpowiedział przegryzając wargę. – Heh, nie jestem dobry w takich rzeczach.
   – No. – Przyznała Daria. – Powinniśmy mu jakoś pomóc, ma ktoś propozycje?
   – Niby jak? Do jego rodziców nic nie dociera. Matka mówi, że to wina ojca, ojciec że Patryka, a Patryk że ojca. Wszyscy wrzeszczą, nikt nie rozmawia – stwierdziłem.
   – Po tym co ostatnio wywinął, to już pozamiatane... – szepnął Piotrek.
   – Co? Że się spóźnił? – zdziwiła się Ruda.
   – Nie. Ale to kolejny dowód na to, że bierze.
   – Rudy, nie możesz mówić jasno? – zdenerwowała się Mała.
   – Ukradł ojcu tysiaka – odparł.
   Wytrzeszczyłem oczy, a Darii zabrakło tchu.
   – Jak to TYSIAKA? – wycharczała.
   – Na prochy? – jęknąłem.
   – Możliwe. – Rudy uśmiechnął się jak idiota. – Albo na dziwki, nie wiem. Jezu, zostawmy już ten temat, co? Mówiłem już, że dostałem nową, zajebistą gitarę?
   Piotrek robił to co zawsze, rozśmieszał. Nie lubi rozmawiać na poważne tematy, a szczególnie gdy go bolały. Patryk jest jego najlepszym przyjacielem. Lepszym niż ja, czy Daria. Zawsze byli blisko, a teraz Patryk ma kłopoty, a Rudy był bezradny. Woli udawać idiotę, który wszystko ma gdzieś, niż pokazać, że coś go rani. Rozumiemy to z Małą, więc poddaliśmy się i zaczęliśmy gadać o gitarze i o tym, czemu nie powinno się podkładać konfetti do wiatraka.

~*~


Ok. godz. 22:10.

   Gdy wróciłem do domu, odetchnąłem z ulgą. Przypomniałem sobie, że nie jadłem dziś nic oprócz jabłka. Rzuciłem się na lodówkę i stwierdziłem... że nie miałem na nic ochoty. Byłem głodny, ale nie miałem na nic ochoty... Jestem pojebany.
Ojciec wrócił po dwudziestej i nic nie mówił. Zero krzyków czy wyrzutów.
   Zmusiłem się do zjedzenia bułki razowej z szynką, popiłem to ciepłym mlekiem, oglądałem jakiś czas TV i postanowiłem pójść spać.
   Ale oczywiście nie mogę zasnąć.
   Cały czas zastanawiam się, czy Patryk sobie poradzi i jak możemy mu pomóc. Zresztą nie tylko on miał problem. Ja jutro mam iść do domu Blondi i obejrzeć film ze mną w roli głównej. Ale czy to nagranie w ogóle istnieje? A jeśli tak, to co może na nim być? Gdy próbuję sobie przypomnieć wczorajszą noc... tylko głowa mnie boli. Nic nie pamiętałem. Do tego mam oglądać to z NIM. Tym, który mi to zrobił. "Ale co zrobił?" Cholera, nic już nie wiem.

   Martwi mnie to wszystko... No i ręka mnie już boli od tego pisania. Do tego w szkole ludzie zaczynają zauważać, że bazgrzę coś w zeszycie. Boję się, że wreszcie któryś z chłopaków spróbuje mi go odebrać. A trzeba przyznać, że trochę tajemnic tu jest... Chyba przerzucę się na komputer. Ale wtedy nie mogę pisać na lekcjach, a to odpręża... Zobaczę jeszcze, coś wymyślę. 

   Idę spać. Jutro ciężki dzień. 
   Dobranoc... Wilczku. 
      

3 komentarze:

  1. Bardzo lubię te opowiadanie (przeczytałam je u ciebie na blogu, chociaż teraz wydaje się trochę różnić, albo po prostu to mi się wydaje, bo czytałam je jakiś miesiąc temu i nie pamiętam szczegółów).
    Lubię Piotrka. Uwielbiam wręcz (bo to on jest tym metalem? a ja lubię takie osoby XD).
    Czekam na nową notkę. Z tego, co pamiętam niedługo ma być filmik co się działo u Dominika na imprezie.

    A tutaj jedna rzecz, która wydała mi się dziwna. Nie wiem, czy to poprawne gramatycznie, ale średnio brzmi:
    "– O, idą już – krzyknęła Ruda, pękając moją bańkę marzeń." - dla mnie te zdanie brzmi trochę dziwnie (jak można komuś pękać bańkę marzeń? co najwyżej można ją przebić, zdmuchnąć, a przynajmniej tak mi się wydaje).

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. To dobrze, że go lubisz, bo Piotrek (Rudy) to tak jakby opis mojego rzeczywistego chłopaka xD Gdy zaczęłam to pisać był jeszcze kumplem, ale zdążyłam go dość dobrze poznać ;p Powinnam być zazdrosna ;)

    Tak... To zdanie mi też nie pasowało. Ale sama nie wiedziałam czemu, chciałam spytać bety (Mot), ale nie miała czasu sprawdzić tego rozdziału no i dałam taki niesprawdzony... Chyba zmienię na "przebić", tak, myślę, że tak będzie lepiej.

    Dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli ktoś jeszcze zobaczyłby jakieś błędy to pisać ;)

    OdpowiedzUsuń